Featured

Dożynki na Mazurach

Dożynki w Nidzicy, to impreza, która w sierpniu przyciągnęła i niewątpliwie rozbawiła lokalną społeczność.

Ale czy tylko?

Dożynki określane też jako wyżynkiobżynekokrężne (od obrzędowego okrążania pól po żniwach), wieńcowe, wieńczyny (od najważniejszego atrybutu – wieńca dożynkowego), to największe święto gospodarskie w rolniczym kalendarzu wegetacyjnym. Termin Dożynek to czas niedługo po święcie Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia) w myśl przysłowia „Na Wniebowzięcie pokończone żęcie”.

za: Państwowe Muzeum etnograficzne w Warszawie

„Jak pisze Zygmunt Gloger z swoim dziele „Rok polski w życiu, tradycji i pieśni” – „Kiedyż się rolnik ma weselić i Bogu pokłonić i ziemi błogosławić i ludziom za pomoc podziękować, jeżeli nie wtedy, gdy pod dach swój zgromadzi owoce pracy mozolnej i zabiegów całorocznych?”.

Ten wyjątkowy w kalendarzu rolnika czas, kiedy zostały zebrane roślinne płody oraz plony zbóż (żyta, pszenicy, jęczmienia, owsa) – najważniejszych upraw na wsi, bo zapewniających codzienny chleb i produkty na posiłki do kolejnych zbiorów – wymagał odpowiedniej oprawy: dobrego końca, czyli podziękowania za zbiory i dobrego początku, który był zaklinaniem sił natury i upraszaniem Boga o obfitość w nadchodzącym roku.

Dożynki są związane z gospodarką folwarczną – wg źródeł sięgają XVI wieku. Jako takie były organizowane przez dziedziców, by podziękować żeńcom za ich pracę w polu przy żniwach: urządzając ucztę i zabawę przy muzyce na dechach. Dla mieszkańców wsi, pojmujących rzeczywistość w sposób mityczny (chociaż i nam dzisiaj, nie jest całkiem obce takie myślenie), ważny był także moment pozostawiania ostatniej kępki zboża, zwanej przepiórkąkoząpępkiemwiązanką, przyozdabianej w kwiaty i wstążki, która miała jak wierzono znaczenie magiczne i mógł ją ściąć wyłącznie najlepszy kośnik lub gospodarz i wręczyć gospodarzowi, który rewanżował się tzw. pępkowym, czyli poczęstunkiem. Na Podlasiu i Kurpiach ciągnięto wokół przepiórki po ściernisku kolejno wszystkie dziewczyny-żniwaczki, co nazywano „oborywaniem przepiórki”. Ostatnie kłosy były także wplatane obowiązkowo w wieniec dożynkowy, który wyplatały żniwiarki, pod kierunkiem przodownic – chodziło o połączenie „końca z początkiem”, co miało zapewnić pomyślną wegetację w nowym roku (ziarno z niego dodawano do pierwszego siewu).

Najczęściej kształt wieńca – najważniejszego atrybutu dożynek, nawiązywał do regaliów królewskich, a zwłaszcza korony, splecionych z czterech związanych w górze pałąków, lub słomianych warkoczy. Dekorowano go orzechami, jabłkami i jarzębiną lub niekiedy żywym ptakiem: kogutem, kaczką, kurczętami. Zgodnie ze zwyczajem jeden wieniec lub kilka wieńców niosły dziewczyny-przodownice, a zarazem dziewice. Zanim uformowany ze wszystkich mieszkańców wsi rozśpiewany korowód (znane są bardzo liczne pieśni dożynkowe) dotarł do dworu, najpierw udawał się do kościoła, aby wieniec poświęcić – co dodatkowo nadawało mu mocy.”

za: Państwowe Muzeum etnograficzne w Warszawie

Podczas dożynek grała mazurska kapela z Nidzicy Berklejdy.

„Muzykanci”, czyli w gwarze mazurskiej BERKLEJDY. Taką właśnie nazwę nosi kapela ludowa działająca od maja 2007 r. przy Nidzickim Ośrodku Kultury. Powstała ona na potrzeby dożynek. Pierwotnie grupa działała jako nieodłączna część spektaklu „Wesele mazurskie”, przedstawiającego zwyczaje, tradycje, tańce, pieśni oraz gwarę mazurską. Przetrwała jedynie kapela w składzie: Bogusława Szpandowska (śpiew), Marcin Bąkowski (akordeon, śpiew), Marek Bieńkowski (kontrabas) oraz Jarek Kosobucki (bębny). Kapela uświetnia swoimi występami różne imprezy takie jak dożynki, biesiady mazurskie oraz jest zapraszana na podobne imprezy do ościennych gmin i powiatów. ”

za: Bogusia Szpandowska

Featured

Festiwal Kultury Kaszubskiej Jastrzębia Góra 2022

Jadąc latem nad polskie morze myślimy, przede wszystkim, czy dopisze nam pogoda i czy będzie nas stać na smaczną rybę. Czy plaża będzie zatłoczona i czy będą przeszkadzać hałaśliwi sąsiedzi. Jednym słowem: banał.

Jednak, nawet w tak oczywistych okolicznościach, można odkryć nieoczywiste ciekawostki.

Jastrzębia Góra świętowała niedawno stulecie swego powstania. Z małej osady rybackiej stała się znanym kurortem. Mało kto wie natomiast, że w trakcie prac archeologicznych odkryto ślady osadnictwa z wczesnej epoki żelaza (620-400 p.n.e.) a nawet mezolitu (8000-4200 p.n.e.). (!)

Tereny te od dziesiątek (jeśli nie od setek) pokoleń zamieszkują Kaszubi, o których wybitny historyk, G. Labuda pisał: „to ostatnie ogniwo nadbałtyckich plemion zachodniosłowiańskich, które uniosło cało i uratowało swoją wspólnotę kulturową i etniczną w ścisłej łączności z ogólnopolską wspólnotą polityczną i narodową, jako jej nieodrodna część”. Więcej o języku kaszubskim, który z dialektu stał się językiem urzędowym tutaj.

Poniżej fotorelacja z Festiwalu, w którym miałem przyjemność uczestniczyć.

Na zdjęciach kapela Plesta i zespół Kosakowianie.

Featured

Skolicka Noc Kupały na Warmii.

Przywitanie lata według starych obrzędów i tradycji. Ogień, woda, wianki, w bajkowej scenerii warmińskiej ziemi odbyła się kilkudniowa impreza. Relację z tego wydarzenia opatrzyliśmy w wywiad z Grzegorzem Pepe Pepłowskim, który opowiedział o Warmii i jej pochodzeniu.

Featured

Warmińska Noc Kupały Skolity

Festiwal na Warmii, to niewątpliwie wydarzenie, które jest warte uwagi. Piękna sceneria warmińska, uroczych leśnych zakątków i jezior, których tam pod dostatkiem, przyciąga co roku uczestników Kupałnocki właśnie do wsi Skolity.

W tym roku Kupała warmińska przybrała formę festiwalu. Czy słusznie? Zdania były podzielone. Była to już siódma edycja wydarzenia.

Trzy dni…, w lesie nad jeziorem, w miłej atmosferze biwakowali uczestnicy Kupałnocki. Chociaż obchody różniły się znacznie od rodzimowierczych obrzędów odtwarzanych starannie w najkrótszą noc w roku, zdecydowanie to wydarzenie posiada własny urok, „to coś”, co sprawia, że rok rocznie przybywa na nie coraz więcej miłośników Warmińskiej Nocy Kupały.

Nasza fotorelacja z Festiwalu

fofo: Ewa Żyźniewska
fofo: Ewa Żyźniewska
fofo: Ewa Żyźniewska
fofo: Ewa Żyźniewska
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
foto: Jarosław Borawski
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska
Foto: Ewa Żyźniewska

Featured

Polak potrafi

W tym roku wchodzi do produkcji Jetson One, oktokopter, którego głównym konstruktorem jest Tomasz Patan. Wraz z Peterem Ternströmem stworzył w Szwecji start-up, którego owocem jest pierwszy tego typu pojazd. Każdy, kto posiada wolne 92 tysiące dolarów, może stać się jego posiadaczem. Wehikuł waży (z akumulatorami) niespełna 90 kg i ma zasięg około 30 km. Prędkość ograniczona jest elektronicznie do 102 km/h. Co najważniejsze praktycznie każdy może być jego pilotem.

Projekt okazał się strzałem w dziesiątkę. Zainteresowanie przerosło oczekiwania konstruktorów. Wszystkie egzemplarze zaplanowane na ten rok zostały wyprzedane mimo wymaganej przedpłaty w wysokości 22 tys. dolarów. Chętni do zakupu Jetsona muszą wykazać się cierpliwością – przeszło 170 klientów czeka w kolejce. Zainteresowanych odsyłam do sklepu.

Featured

Weekend na ludowo. Pruszków/Otrębusy 11./12.06.2022.

Prześliczne dziewczyny i chłopcy jak z obrazka. Do tego feeria barw i dźwięków. Jednym zdaniem: uczta dla oczu i uszu. Fotorelacja z II Pruszkowskich Dni Folkloru i z V Rodzinnego Pikniku z Zespołem Mazowsze. Na zdjęciach zespoły: „Słowianki”, „Iskierczanie” i „Mazowsze”.

Featured

Polak potrafi

5 stycznia 1818 r., w Sewerynach na Wołyniu, przyszedł na świat Ernest Malinowski, przyszły bohater narodowy Peru.

Po upadku Powstania Listopadowego, wraz z ojcem i starszym bratem, zmuszony został do emigracji. Trafił do Francji gdzie kontynuował naukę w kilku placówkach by finalnie ukończyć, z wyróżnieniem, prestiżową, paryską Państwową Szkołę Dróg i Mostów. W 1852 r. trafił do Peru jako rządowy inżynier. Nie wiedział wtedy, że Peru praktycznie nie posiada infrastruktury transportowej, a kraj utrzymuje się głównie ze sprzedaży guana. Jego zadaniem było projektowanie dróg i mostów, nadzorowanie ich realizacji oraz kształcenie miejscowej kadry inżynierskiej.

W 1866 r. na prośbę swego przyjaciela, ministra wojny Jose Galveza, Malinowski opracował system obrony portu Callao. Sam aktywnie uczestniczył w obronie fortu Santa Rosa przed hiszpańskim atakiem za co otrzymał honorowe obywatelstwo Peru.

Jednak tym, co rozsławiło jego imię (nie tylko w Peru) była Centralna Kolej Transandyjska – przez ponad 100 lat nosząca miano najwyżej położonej linii kolejowej na świecie.

W 1869 r. amerykański finansista i przedsiębiorca, Henry Meiggs, podpisał kontrakt na budowę linii kolejowej pomiędzy Limą a La Oroya. Wcześniej zlecił przygotowanie projektu Ernestowi Malinowskiemu. Ówcześni eksperci projekt uznali za nierealny do wykonania. Mimo to rząd Peruwiański zaufał polskiemu inżynierowi i dał zielone światło temu unikatowemu przedsięwzięciu.

Pierwszy odcinek kolei, o długości 141 km, oddano do użytku w 1878 r. Czas budowy obliczono na 6 lat, ale kryzys finansowy w Peru w roku 1874 spowodował zatrzymanie dotacji. Nie zatrzymał jednak budowy ponieważ Meiggs i Malinowski zrezygnowali z wynagrodzeń a Meiggs wyłożył pieniądze z własnej kieszeni.

Przy budowie pracowało 9 tys. pracowników, w tym najlepsi inżynierowie z Anglii, Stanów Zjednoczonych i Francji. Przy okazji – Ernest Malinowski, prócz języków polskiego i rosyjskiego, znał też hiszpański, angielski i francuski.

Kolej transandyjska to nitka licząca 346 km długości, biegnąca przez 63 tunele oraz 61 mostów i wiaduktów. Została ukończona w 1908 r. już po śmierci genialnego inżyniera (02.03.1899.).

Ernest Malinowski zawsze podkreślał, że jest Polakiem i wielu rodakom na obczyźnie pomógł. Powstała nawet grupa, która nazwana została w Peru jako „słynni polscy inżynierowie”, a w jej skład wchodzili: Edward Habich, Władysław Folkierski, Aleksander Miecznikowski, Aleksander Babiński, Ksawery Wakulski, Tadeusz Stryjeński.

Został pochowany z honorami na cmentarzu Presbitero Maestro w Limie, a w stulecie śmierci, z inicjatywy polskiego Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Komunikacji w najwyższym punkcie kolei, na wysokości 4818m n.p.m. stanął pomnik, dłuta znanego rzeźbiarza prof. Gustawa Zemły. Pod godłami Peru i Polski umieszczono napis: „Ernest Malinowski 1818-1899. Inżynier polski, patriota peruwiański, bohater obrony Callao 1866, budowniczy Centralnej Kolei Transandyjskiej”.

Kiedy ktoś mówi, że coś jest niemożliwe pojawia się Polak, który o tym nie wie.

Featured

Polecamy

Całkiem przypadkowo trafiłem do Karczmy Słowianka.

Z czystym sumieniem polecam to miejsce. Doskonała, przemiła obsługa i bardzo smaczne jedzenie. Ilość gości tylko to potwierdza, szczególnie, że Słowianka mieści się w Mazurowicach – maleńkiej wiosce na Dolnym Śląsku.

Jeśli lubicie dobrze zjeść, w klimatycznym miejscu, a będziecie w pobliżu koniecznie tam zajrzyjcie.

Featured

Starsze od Piramid… Rondele sprzed 7000 lat znajdują się w Polsce.

Kręgi w zbożu dostrzeżone pod Łysomicami (woj. kujawsko-pomorskie) to kontury olbrzymich konstrukcji sprzed prawie 7 tys. lat. Chronił je system rowów. Tego typu budowle nie były do tej pory znajdowane na wschód od linii Wisły, dlatego badacze określają znalezisko mianem sensacyjnego.

Odkrycia dokonali Mateusz Sosnowski z Instytutu Archeologii UMK i Jerzy Czerniec z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN podczas analizy danych z Google Maps i Google Earth. Obaj tropią w ten sposób ślady dawnej działalności człowieka w rejonie Ziemi Chełmińskiej.

Naukowcom udało się dostrzec wśród pól uprawnych w rejonie Łysomic dwie okrągłe w zarysie konstrukcje o zbliżonej średnicy, około 85 m. Położone są ok. 5 km od siebie. Składają się z systemu trzech owalnych rowów o wspólnym środku.

Drzemkowice, neolityczny rondel. Foto domena publiczna

Rondele są najstarszymi przykładami monumentalnej architektury w Europie. Archeolodzy uważają, że pełniły rolę centrów ceremonialnych, świątyń lub miejsc zgromadzeń ludności. Otaczały je najczęściej nie tylko koncentryczne rowy, ale również palisady – mogły więc pełnić też funkcje obronne. Zaznacza się również ich funkcję astronomiczną.

Rondel z Nowego Objezierza koło Cedyni jest o około 2,5 tysiąca lat starszy od egipskiej piramidy Cheopsa! O kilka tysiącleci wyprzedza też angielski krąg megalityczny w Stonehenge. Rondel z woj. zachodniopomorskiego powstał u zarania ludzkiej cywilizacji, w neolicie, czyli epoce kamienia gładzonego, gdy ludzkość porzuciła polowania i wędrówki w poszukiwaniu pożywienia i zaczęła tworzyć pierwsze stałe osady, opanowała uprawę roślin i hodowlę zwierząt. Łupane narzędzia kamienne zastąpione zostały przez gładzone – stąd nazwa dla tego okresu w dziejach.

https://ug.edu.pl/news/pl/1690/tajemnicze-rondele-odkrycia-archeologiczne-badaczy-z-ug

Naukowcy zgodnie podkreślają kultowy, astronomiczny i  astronomiczno-rolniczy, rolniczy, zasobowo-magazynowy, militarny, społeczny charakter tych obiektów.
Obiekty te służyły również, jako miejsce odbywania się wieców i  innych spotkań rodów i  grup Słowian. Na to wskazuje też ich architektura. Warto zwrócić uwagę jak wysoko rozwinięty musiał być lud, który te obiekty wybudował i  utrzymywał na kilka tysięcy lat przed powstaniem prapaństw w  Egipcie, Mezopotamii, Grecji, Italii…

Rondel z województwa zachodniopomorskiego o zewnętrznej średnicy wynoszącej 120 metrów, miał cztery zewnętrzne pierścienie ziemne – rowy o głębokości od 1,3 do 2 metrów i dodatkowo trzy wewnętrzne palisady. Do środka, który nie był zabudowany, prowadziły trzy symetrycznie umiejscowione bramy – zorientowane astronomicznie na padanie promieni słonecznych w czasie przesileń. Wewnętrzna średnica zachodniopomorskiej budowli wynosi 50 metrów.

Z dotychczasowych badań naukowców wynika, że pradawni ludzie wykorzystywali ten obiekt przez około 200 – 250 lat. Po co? Na to pytanie brak jednoznacznej odpowiedzi.

Generalnie przyjmuje się, że tzw. rondele pełniły funkcje obrzędowe. Były świątyniami. Ze względu na swoje zorientowanie astronomiczne mogły też pełnić rolę swoistego kalendarza, wyznaczającego rytm życia społeczności.

Dlatego też kolejnym dowodem jest istnienie odmiennego kalendarza, w którym nowy rok rozpoczynał się w marcu zwanym brzeźniem.

Rok słowiański był pełen obrzędów i świąt przypisanych pogańskim bogom. Zaczynał się wiosną, gdy wszystko budziło się do życia, a kończył dopiero w lutym. Najważniejszym sezonem było lato – okres żniw oraz wielu rytuałów. To od niego upływający czas zaczęto liczyć „latami”, a zakończenie starego roku nie było Sylwestrem, lecz „Nowoleciem”.

Słowianie wierzyli, że rok jest okrągły i powinien zaczynać się wiosną, kiedy wszystko budzi się do życia. Kalendarz słowiański bazował na cyklach przyrody, Słońcu i Księżycu. Człowiek, który jest do nich dostrojony, lepiej przechodzi przez zmiany pór roku i rozumie zjawiska zachodzące wokół niego. Późna jesień wraz z zimą była traktowana jako okres wegetacji oraz czas świąt, by ponure, krótkie dni spędzać wspólnie z rodziną.


Wszystko to przeczy dotychczasowym opowieściom o  późnym przybyciu Słowian na nasze ziemie i  o ich rzekomym prymitywizmie.

Rondele Polskie wykazują zgodność z  dawnymi kronikami, na przykład z  dziełami Jana Długosza, czy Wincentego Kadłubka, a  więc potwierdzają też wiarygodność tych kronik w  innych kwestiach. Wraz z  wynikami badań genetycznych, lingwistycznych i  antropologicznych rondele zgodnie potwierdzają, że to właśnie Słowianie, a  nie inny lud, w  sposób wysoce zorganizowany zasiedlili ziemie dzisiejszej Polski już prawie 7000 lat temu.
Ich wysoki poziom organizacji całej grupy rondeli położonych wzdłuż rzeki Odry wskazuje na istnienie państwa, czy też protopaństwowej organizacji Słowian już 7000 lat temu.


Więcej ciekawostek tutaj.

Featured

Słowianie produkowali ser już 7500 lat temu, są najbardziej wierni genetycznemu dziedzictwu Europy

Na podstawie badań archeologicznych ustalono, że najstarszy ser na świecie, przypominający mozzarellę, produkowano już 7500 lat temu, w neolicie, na Kujawach znajdujących się na terenie Polski. Podczas gdy we Włoszech i Francji dopiero 5500 lat później zaczęto wyrabiać ten przysmak.

Dziwnym wydaje się, że królestwem sera jest Francja, Holandia czy Włochy.

Na spotkaniu na Uniwersytecie Amsterdam, dowiedziałam się, że słowo Słowianie, pochodzi od slave czyli niewolnik. Tak oto Europa Zachodnia dorobiła nam „gębę” nieudaczników i dzikusów. Tymczasem to Słowianie wynaleźli, jako pierwsi, koło czy ser.

Podobnie jest z najważniejszym, po chlebie, odkryciem dietetycznym ludzkości, które pozwoliło ludziom niezdolnym do trawienia laktozy w wieku dojrzałym (a tacy niegdyś byliśmy wszyscy) jeść bogate w białko i tłuszcz produkty mleczne i nie mieć biegunki przeplatanej z wymiotami. Mianowicie – z serem. Do niedawna sądzono, że wynalazek serów zawdzięczamy przybyszom z Bliskiego Wschodu czasów biblijnych. Jednak opublikowane na łamach prestiżowego magazynu „Nature” badania wykazały, że na Kujawach wytwarzano ser już 7,5 tys. lat temu! Ówcześni osadnicy, pierwsi rolnicy i hodowcy zwierząt, nietolerujący jeszcze laktozy, potrafili wytwarzać naczynia gliniane z rodzajem sita, które pozwalało oddzielić tłustą, fermentującą masę serową od obfitującej w laktozę serwatki.

Okazuje się zatem, że to właśnie Słowianie są najbardziej wierni genetycznemu dziedzictwu Europy.

Dla przypomnienia dodam tylko, że „nazwa Słowianie wywodzi się z prasłowiańskiego rdzenia slovo, a nawet praindoeuropejskiego klew-, co oznaczało ludzi „swoich” i/lub „znających słowo”, czyli po prostu umiejących mówić. Jest pradawnym samookreśleniem się niejako w opozycji do „Niemców” – ludów, które w zetknięciu ze Słowianami „nie umiały mówić”, były nie-swoje. Powszechne jest jednak błędne wywodzenie jej od greckiego slávoi, późnołacińskiego sclavus, angielskiego slave, francuskiego esclave – czyli niewolnik”.

Featured

Cudze chwalicie, swego nie znacie…

W 1971 roku powstał zespół SBB. Założycielem był Józef Skrzek – multiinstrumentalista, kompozytor, wyjątkowy wokalista. W skład tercetu wchodzili równie genialni muzycy -Antymos Apostolis (gitara) i Jerzy Piotrowski (perkusja). Grupa grała również z takimi muzykami jak Czesław Niemen czy Tomasz Stańko.

W tym samym czasie zaistniały grupy takie jak King Crimson czy Emerson, Lake and Palmer, których muzykę, podobnie jak Pink Floyd czy Led Zeppelin, miałem okazję poznać jeszcze w szkole podstawowej.

Ale dopiero spotkanie z SBB zmieniło mój sposób odbierania muzyki.

Zamiast rozpisywania się odsyłam do posłuchania, subiektywnie przeze mnie wybranych, kilku utworów/koncertów.

A komentarz, że Polska to zupełnie inny kraj – bezcenne. 5min

Featured

Czy wiesz, że…

Legendy przekazywane przez pokolenia znajdują czasami potwierdzenie dzięki archeologicznym wykopaliskom. W przypadku Góry Zyndrama odkrycie przerosło mity.

Na wzgórzu Zamczysko, zwanym Górą Zyndrama, rzeczywiście odkryto mury obronne. Nie byłoby to dziwne (w średniowieczu zbudowano wiele zamków) gdyby nie to, że powstały one przeszło 3 tys. lat przed narodzinami legendarnego uczestnika bitwy pod Grunwaldem.

Nie ma pewności kto był twórcą tego unikatowego, na skalę Europy Zachodniej, grodziska. Istnieje przypuszczenie, że mogli to być przybysze z Południa, a samo siedlisko, które funkcjonowało ok. 200 lat, placówką handlową.

Nie ma jednak żadnych wątpliwości, że już w okresie wczesnego brązu, kontakty handlowe na terenie obecnej Polski były bardzo ożywione.

Arcyciekawą rozmowę z archeologami prowadzącymi badania zobaczycie Państwo tutaj.

Foto. Wikipedia, Uniwersytet Jagielloński.

Featured

Polska dolina Królów w Słonowicach

“Gdy w 1979 roku dr Krzysztof Tunia z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, który badał neolityczne stanowisko w Słonowicach koło Kazimierzy,  rozpoczynał tam wykopaliska, nie spodziewał się, że odkryje “polską Dolinę Królów” o 1500 lat starszą niż ta egipska w Tebach Zachodnich! (…)
Wszystko stało się jasne – rowy i palisady okazały się gigantycznymi, ponadstumetrowymi grobowcami z czasów, gdy w Europie dominowała idea megalityczna, a w Egipcie jeszcze nie myślano o budowie piramid.(…)
Po 20 latach prac okazało się, że słonowickie założenie ma fundamentalne znaczenie dla okresu neolitu na ziemiach polskich, ponieważ dowodzi, że zjawisko megalityzmu istniało daleko poza centrum tej idei (Europa Zachodnia).”

za: Wiedza i Życie

To kolejne potwierdzenie, że nasze ziemie zamieszkiwały ludy będące na wysokim poziomie rozwoju społecznego i gospodarczego. Nie byli to dzicy ludzie kryjący się w kniejach, ani koczownicze plemiona wędrujące ze wschodu na zachód, lub odwrotnie. Było to wysoko zorganizowane społeczeństwo rolnicze, osiadłe na tych terenach od dawien dawna.

Stanowisko archeologiczne odsłoniło relikty cmentarzyska z przełomu IV i III tysiąclecia p.n.e. Znajduje ono się w obrębie zachodnio-małopolskiej wyżyny lessowej, na lewobrzeżu Małoszówki – prawobrzeżnego dopływu Nidzicy będącej z kolei lewobrzeżnym dopływem Wisły.

Featured

Czy wiesz, że…

Pierwsze oszlifowane płytki bursztynu pochodzą z paleolitu (40,000-10,000 tys. lat p.n.e.). Znaleziono je w Polsce, na Wysoczyźnie Leszczyńskiej.

Nasi przodkowie wierzyli w magiczne działanie jantaru. Miał też przynosić szczęście, szczególnie ten z inkluzjami czyli zatopionymi w nim skamieniałymi organizmami.

Wyniki badań wskazały to, iż zawiera on bardzo wiele cennych mikroelementów – krzem, magnez, żelazo, wapń, potas, związki organiczne połączone z jodem, substancje lotne, kwasy żywiczne i wiele innych. Poza tym wydziela ujemne jony dzięki czemu jest naturalnym jonizatorem. Dobrze mieć naturalny bursztyn w pobliżu urządzeń takich jak komputer czy kuchenka mikrofalowa, które wytwarzają szkodliwe. dla naszego zdrowia, jony dodatnie. O jego zaletach można naprawdę długo pisać.

Cena bursztynu uzależniona jest od jego wielkości i waha się od 300 do nawet 20.000 zł za kilogram. Największy okaz bursztynu bałtyckiego znaleziono w 1860 roku w okolicach Kamienia Pomorskiego, a ważył on 9.75 kg.

O tym jak jantar/amber/bursztyn był ceniony może świadczyć powstanie Bursztynowego Szlaku. A o rozmiarze handlu odkrycie magazynu z I w. p.n.e., w którym znaleziono około 1.5 t surowca: Bursztynowy depozyt z Partynic

Kto by pomyślał, że w czasach kiedy powstawały rysunki w jaskiniach Lascaux, na terenach obecnej Polski zajmowano się obróbką bursztynu ?

Featured

Czy wiesz, że…

Nazwa naszego kraju pochodzi od nazwy plemienia zamieszkującego naszą ojczyznę – Polan. Samo słowo odnosi się do ludzi, którzy żyją na otwartej przestrzeni.

Polanie, plemię słowiańskie osiadłe w VIII–X w. nad Wartą, konsolidujące inne plemiona polskie;

Nazwa Polanie, pochodząca od wyrazu pole, oznacza mieszkańców dużych obszarów upraw rolnych; pojawiła się dopiero w początkach XI w., co tłumaczy się oddaleniem Polan od głównych szlaków handlowych, jak i od terenów objętych ekspansją Sasów, Rusi lub Czech; na przełomie VIII i IX w. Polanie wytworzyli wokół Gniezna i kilku innych grodów organizację państwową, na której czele stała dynastia Piastów, już na kilka pokoleń przed Mieszkiem I; ekspansywna działalność Polan w IX–X w. objęła Kujawy, Mazowsze i zachodnią Wielkopolskę, w końcu X w. także resztę ziem między Odrą i Bugiem, Karpatami i Morzem Bałtyckim.

Zamiast dużego związku plemiennego Polan archeolodzy wyznaczają w Wielkopolsce siedziby kilku bezimiennych plemion (grup etnicznych), nie rozstrzygając o drogach wzrostu władzy ponadplemiennej wśród nich.
Nazwa Polan pojawia się późno w źródłach pisanych. Tzw. Geograf Bawarski, główne źródło naszej wiedzy o geografii plemiennej ziem dzisiejszej Polski w IX wieku nie zna tego plemienia. Stąd też powstała hipoteza, nawiązująca do wymowy kroniki Anonima zwanego Gallem, głosząca, że Polanie byli początkowo podporządkowani plemieniu Goplan (Glopeani u Geografa Bawarskiego), a śladem przejęcia przez nich władzy jest legenda o Popielu i Piaście. Stolicą Goplan i ich rządzącej dynastii „Popielidów” była zapewne Kruszwica, na co wskazuje nie tylko legenda dynastyczna, ale także wyniki badań archeologicznych. Hipoteza Gerarda Labudy sugeruje, że jednostka ponadplemienna posiadająca 400 grodów nie mogła zniknąć ze sceny dziejowej jak jakaś efemeryda, i że pod nazwą Goplan (i Glopeani) faktycznie ukrywają się Polanie.

Hipoteza Gerarda Labudy sugeruje, że jednostka ponadplemienna posiadająca 400 grodów nie mogła zniknąć ze sceny dziejowej jak jakaś efemeryda, i że pod nazwą Goplan (i Glopeani) faktycznie ukrywają się Polanie. Te wersje zdarzeń zakwestionował profesor Przemysław Urbańczyk z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, który odnosząc się do tezy przedstawionej przez niemieckiego historyka Johannesa Frieda, przyjmując, iż:
* najstarsza wzmianka o Polanach/Polsce wyszła spod pióra Jana Canapariusa, opata rzymskiego klasztoru św. Bonifacego i Aleksego, wspominająca o Sobiesławie (Sobieborze) Sławnikowicu, który zbrojnie wyruszył cum Bolizlauo Palaniorum duce (Vita I)
* najstarsze źródło, które zanotowało nazwę kraju „Polan”, to lista hymnów spisana w Reichanau ok. 1001 roku. W jednej ze zwrotek tzw. sekwencji św. Wojciecha czytamy że: Polania ergo tanti sepeliens floret martyryii pignora
* najstarszym źródłem lokalnym są monety Bolesława Chrobrego opatrzone: PRINCE[P]S POLONIE datowane na 1003/1005 rok.

Zgadza się, iż nazwa Polonia i etnonimu Polonii pojawia się ok. 1000 roku nagle. Zatem z powodu braku wzmianek we wczesnych źródłach historycznych i rezultatów badań archeologicznych, współcześnie wyrażany jest pogląd, że plemię o nazwie Polanie mogło nigdy nie istnieć. Nazwa Polanie bywa w tym przypadku używana umownie w odniesieniu do plemienia lub plemion wielkopolskich, którym przypadła rola zapoczątkowania państwowości polskiej.

Featured

Noc Muzeów

Jutro, w nocy z 14 na 15 maja, w całej Polsce otwierają się wrota muzeów. Ja wybieram się (wreszcie) do Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie.

Foto. Archiwum MSHM

Ślady produkcji żelaza, na terenie naszego kraju, datuje się na VI-V w. p.n.e. Dymarki odkryte w okolicach Pruszkowa powstały 200-300 lat później. O skali przedsięwzięcia stanowi ilość stanowisk archeologicznych – blisko 4 tysiące. Przy czym na największych zarejestrowano nawet kilkanaście tysięcy pieców.

O atrakcjach jakie przygotowało muzeum przeczytacie tutaj.

Fotorelacja z Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego w Pruszkowie.

foto: Jarosław Borawski

Featured

Czy wiesz, że…

Sól tak zwane białe złoto zaczęto warzyć w okolicach Wieliczki już około 6 tys. lat temu.

To tysiąc lat lat wcześniej niż w chińskim Syczuanie i 2 tysiące lat wcześniej zanim Hebrajczycy (ponoć jako pierwsi) odkryli zalety soli. Według mało rzetelnych, ogólnie dostępnych informacji, wydobywano sól w Wieliczce nie znając jej zastosowania. Nasuwa się pytanie w jakim celu pozyskiwano sól, skoro nie znano tego surowca?

A może informacje, którymi jesteśmy karmieni nie do końca są rzetelne?

Znaczenie soli

Sól w ludzkiej historii odgrywała kluczową rolę. Imperia powstawały i upadały w pobliżu złóż soli, ponieważ w czasach antyczny i przed antycznych, sól była kluczowym surowcem “strategicznym”, który miał wpływ na rozwój i dobrobyt państw.

Zrozumienie działania i wykorzystanie soli kuchennej było jedną z podstawowych rzeczy, które umożliwiły przemianę Homo Sapiens ze społeczności łowców i zbieraczy do dzisiejszego społeczeństwa zurbanizowanego.

Sól warzoną możemy uzyskać tylko poprzez warzenie metodą wyparowania solanki, pochodzącej ze źródeł słonych lub wody morskiej. W strefie śródziemnomorskiej przy odparowywaniu soli człowiek korzystał z bezpośredniej operacji Słońca, o tyle w strefie środkowoeuropejskiej, gdzie lato jest krótsze, a deszcze częstsze, podstawę warzenia soli stanowiło sztuczne światło. Badania archeologiczne dostarczyły przekonywujących dowodów istnienia warzelni soli w okresach późno brązowym i wczesnożelazowym (VII i V wiek p.n.e. ) w różnych częściach Europy środkowej i zachodniej.

W Polsce, najstarsze ślady warzenia soli z wód solankowych, sprzed około 6000 lat archeolodzy znaleźli w okolicach Krakowa, Przemyśla i na Kujawach. Jednak rzadko wspomina się o kopalni w Wieliczce i najstarszym wydobyciu soli z VI w.p.ne. właśnie na terenach Polski.

Wspomina się jednak o dużo młodszej i pisze się jako najsłynniejszej europejskiej kopalni soli kamiennej, która znajduje się w Hallstatt w Hustrii. Chociaż eksploatowano ją 2500 lat temu. 3500 lat później niż w naszej Wieliczce.

Podsumowując, zadajemy państwu pytanie, czy zdajemy sobie sprawę jak wielkie bogactwo posiadały obecne ziemie Polski, prehistoryczne ziemie Słowian?, wydobywców i posiadaczy soli.

Dlaczego historia i obecne informacje, które są ogólnie dostępne przedstawiają nas Słowian w bardzo niesprawiedliwy sposób?

Featured

Zielone Świątki czy Stado?

Dzień zesłania Ducha Świętego, zwany Pięćdziesiątnicą, potocznie Zielonymi Świętami lub Zielonymi Świątkami, jest w chrześcijaństwie świętem ruchomym i przypada 49 dni (7 tygodni) od Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego, a więc przypada również w niedzielę. Stąd zapis w księgach liturgicznych „Niedziela Zesłania Ducha Świętego”. Uroczystość Zesłania Ducha Świętego kończy w Kościele katolickim okres wielkanocny.

DuccioZesłanie Ducha Świętego (fragment retabulum Maestà), 1308-1311

W niektórych regionach Polski, gdzie Wielkanoc nazywana jest Białą Paschą święto Zesłania Ducha Świętego nazywane jest Czerwoną Paschą. Prawdopodobnym wyjaśnieniem jest fakt, że dopiero po opisywanej w Dziejach Apostolskich Pięćdziesiątnicy apostołowie byli gotowi by poprzez męczeństwo świadczyć o swojej wierze. Nazwa Zielone Święta nawiązuje do okresu, w którym jest obchodzone. Wiosną do życia budzi się przyroda i w otoczeniu dominuje zieleń.

Zesłanie Ducha Świętego, czyli Pięćdziesiątnica, potocznie Zielone Święta lub Zielone Świątki (lokalnie także Czerwona Pascha) – według Dziejów Apostolskich wydarzenie, które miało miejsce w pierwsze po zmartwychwstaniu Jezusa Święto Namiotów. Na zebranych w wieczerniku apostołów i Marię z Nazaretu zstąpił Duch Święty. Apostołowie zaczęli przemawiać w wielu językach oraz otrzymali inne dary duchowe – charyzmaty. Wydarzenie to zostało zapowiedziane przez Jezusa przed jego Wniebowstąpieniem. Uroczystość Zesłania Ducha Świętego należy − obok uroczystości Narodzenia i Zmartwychwstania Pańskiego − do najważniejszych świąt w chrześcijańskim cyklu rocznym. W Kościele katolickim uroczystość kończy okres wielkanocny.

Według Dziejów Apostolskich (Dz 2,1−11) to właśnie w dniu pierwszego po zmartwychwstaniu Jezusa Święta Namiotów na zebranych w wieczerniku apostołów i Marię z Nazaretu zstąpił Duch Święty. Kościół pierwotny obchodził uroczyście cały pięćdziesięciodniowy okres między Niedzielą Wielkanocną (Paschą), a pięćdziesiątym dniem po niej. „Ogólne normy roku liturgicznego i kalendarza” Kościoła katolickiego nawiązują do Listu świątecznego Atanazego Wielkiego, i wyjaśniają.

Należy wiedzieć o tym, że święto to ma przedchrześcijański rodowód i jest związane z celebrowaniem pełni wiosny.

Zielone Świątki wiele zaczerpnęły z pogańskiego Stada – słowiańskiego święta związanego z kultem płodności. Dawni Słowianie w czasie pełni wiosny śpiewali, tańczyli i urządzali zawody sportowe. Składano też ofiary, które miały zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Dawne świętowanie tego momentu roku było na tyle ważne, że na terenach Rosji świętowano aż cały tydzień, stąd też czas ten nazywa się czasem rusałczym tygodniem.

Kronika Jana Długosza potwierdza, że obchody Zielonych Świątek wywodzą się z pogańskiego Stada. Kronikarz w swym dziele wspomina o genezie nazwy Stado, które wywodzi się jego zdaniem stąd, że w czasie Stada dzielono ludność na mniejsze grupki (tzw. stada), które następnie oddawały się mniej lub bardziej rozpustnym zabawom. Tak oto dawne pogańskie praktyki opisał w swej kronice Jan Długosz:

Na ich cześć ustanawiane były i urządzane igrzyska w pewnych porach roku, dla przeprowadzenia których nakazywano zbierać się w miastach tłumom mieszkańców obojga płci ze wsi i osiedli. Odprawiano zaś je przez bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, prze klaskanie w dłonie i ponętne zginanie ciała, inne uczynki przy równoczesnym przywoływaniu wspomnianych bogów i bogiń z zachowaniem rytuału. Obrządek tych igrzysk, raczej niektóre jego pozostałości zachowały się u Polaków aż do naszych czasów, mimo że wyznają chrześcijaństwo, powtarzane są co roku na Zielone Święta i przypominają dawne zabobony pogańskie dorocznym igrzyskiem, zwanym po polsku „Stado”, co tłumaczy się po łacinie „grex”, kiedy to stada narodu zbierają się na nie i podzieliwszy się na gromady, czyli stadka w podnieceniu i rozjątrzeniu umysłu odprawiają igrzyska, skłonni do rozpusty, gnuśności i pijatyki.

Słup majowy z ludźmi.

Najstarsze kronikarskie wzmianki o obchodach pogańskiego Stada sięgają przełomu XI i XII wieku. Kronika Herborda mówi wprost, że Stado świętowano 4 czerwca 1124 roku w grodzie księcia Warcisława w Pyrzycach. Podczas tych obchodów tańczono i śpiewano rozmaite pieśni, będące zapewne pochwałą rodzimych bóstw płodności – tj. Jarowita, Mokoszy, Łady, Roda i innych. O starosłowiańskim święcie obchodzonym w okolicach Zielonych Świąt wzmiankuje także Kosmas z Pragi, który w 1092 roku odnotował miejscowe zwyczaje tańczenia i urządzania igrzysk. Co ciekawe czeski kronikarz wspomina również o zwyczaju składania pod brzozami ofiar z jedzenia: kaszy, pierogów, jajecznicy itp. Z dużym prawdopodobieństwem można zatem założyć, że obchody Stada miały charakter ogólnosłowiański, wywodzący się jeszcze z zamierzchłej przeszłości.

Dawnym zwyczajem związanym z Zielonymi Świątkami jest tzw. majenie, czyli ozdabianie ścian, domów, bram i obejść zielonymi gałęziami oraz kwiatami.

Skoro wiosna trwa już w pełni, dobrze jest zebrać jej owoce i zabrać do ludzkich siedzib, po to by zapewnić sobie konieczną dla przetrwania rodu płodność. Dla lepszego efektu wszelkie powierzchnie można również wyścielić tzw. kalmusowym zielem, czyli po prostu tatarakiem.

Niektórzy nawet stawiają w tym czasie w obejściu całe młode brzózki. Wszystko po to, by zapewnić sobie urodzaj i płodność, a także ochronić się przed działaniem demonów wodnych, które odpowiadały m.in. za wegetację. Przypuszcza się, że właśnie stąd wywodzi się nazwa rusałczy tydzień, która ma związek z rusałkami – tzw. dziwożonami, wodnymi towarzyszkami topielców i wodników. Zwyczaj ten pod zmodyfikowaną postacią przetrwał w ludowych obchodach Bożego Ciała, kiedy to wracający z procesji mieszkańcy wsi zabierają ze sobą gałązki brzozowe mające zapewnić im urodzaj.

Konstantin Makovsky. Rusałki (1879)

Wszelkie swawolne obchody związane z Zielonymi Świątkami były przez lata tępione przez zwierzchników Kościoła. Jeszcze na początku XV w. (1408 r.) synod diecezji krakowskiej wydał oficjalną uchwałę potępiającą zielonoświątkowe zabawy, które krytykowano przede wszystkim za lubieżność i oddawanie się rozpuście. Według tego dokumentu pasterze w tym czasie mieli wyprawiać głośne i obfite uczty, na których bawiła się młodzież wiejska obojga płci. Duchowni grozili piekłem tym, którzy czas przeznaczony na nabożeństwo i modlitwę woleli przeznaczać na niemoralne tańce i zabawy przy ogniskach. Pomimo tego, tradycja ta zdołała przetrwać aż do połowy XX w., a w niektórych regionach nawet i dłużej. Cóż, nic w tym dziwnego – przychylność natury w tej porze roku wręcz nastraja do radości i świętowania.

Zwierzchnicy Kościoła czasem też powoływali się na racjonalne argumenty odnoszące się do natury, zwracając uwagę na to, że rytuały tzw. majenia niszczą przyrodę. Na nic się to jednak zdało, przez co dziś obchody zbliżone do dawnego Stada pokrywają się z kościelnym świętem Zesłania Ducha Świętego, które przypada na 50 dni po Wielkiejnocy. Święto to jest zapowiedzią nadchodzącego Bożego Ciała, którego ekwiwalentem w tradycji praojców było zwieńczenie rusałczego tygodnia. Pewne rozbieżności w terminach obchodów wspomnianych świąt wynikają z różnej konstrukcji pogańskich i chrześcijańskich kalendarzy liturgicznych. Dawni Słowianie obchody słowiańskiego Stada wyznaczali zapewne w oparciu o świętowane kilka tygodni wcześniej Jare Gody, których początek wypadał zawsze na dzień równonocy wiosennej.

Z czasem z bogatych obchodów przetrwało już tylko majenie, jednak warto zwrócić uwagę na to, że w kulturze ludowej na przestrzeni lat zostało odnotowanych wiele ciekawych zielonoświątkowych zwyczajów. Jednym z nich jest palenie w tym czasie na wzgórzach leśnych i polanach wielkich ognisk, które zwano palinockami bądź sobótkami (podobnie jak ognie rozpalane w innym terminie). Pasterze obchodzili z pochodniami swe hodowle i pola, by głosić formuły magiczne, np.: Opal Boże moje zboże, sąsiadowi jako możesz! Pomimo zwracania się do chrześcijańskiego bóstwa, trudno nie dostrzec wyraźnie pogańskich znamion tej prośby, która dawniej była kierowana zapewne do bóstw związanych z cyklem wegetacyjnym.

Innym ludowym zwyczajem jest stawianie przed domami urodziwych panien ukwieconych, zielonych słupów majowych, które był także nazywane majami lub wiechami. Były to bardzo wysokie, proste i okorowane pnie sosnowe, na których wierzchołkach wieszano bukiety z polnych kwiatów, zielonych gałązek i kolorowych wstążek. Zwyczajowo robili je kawalerowie-zalotnicy, po to by ukradkiem, w nocy ustawić je pod oknami wybranych dziewcząt. W ten właśnie sposób okazywali swoje zainteresowanie i względy. Tradycja stawiania słupów majowych ma zapewne związek nie tylko z wierzeniami dawnych Słowian, ale też ma rodowód indoeuropejski, gdyż stawianie słupów majowych praktykowano również wśród innych ludów. Przypuszcza się, że mają one związek z koncepcją axis mundi – osią świata, którą może być ogromne drzewo.

Warto pamiętać też o tym, że gdzieniegdzie majono też krowy. Strojono je w zielone wieńce i kwiaty, smagano zielonymi gałęziami, a także kadzono ziołami. Wszystko po to, by zapewnić krowie-żywicielce zdrowie i wpłynąć na obfitość dawanego przez nią mleka. Wspomnianymi ziołami wyparzano również wszelkie naczynia, w których znajdowało się mleko bądź masło. Witkami z drzew smagano zresztą nie tylko krowy, ale też tzw. fryców – pasterzy, którzy po raz pierwszy wychodzili z bydłem na pastwisko. Takiego pasterza z okazji Zielonych Świątek poddawano też rozmaitym próbom. W Wielkopolsce fryców smarowano sadzą i smołą, po czym wrzucano ich do pierza. Tak przeprowadzony rytuał wyzwolin mężczyzna powinien znieść dzielnie. Co więcej, po udanym obrzędzie miło było widziane postawienie pozostałym mężczyznom wódki i czegoś solidnego do zjedzenia, np. jajecznicy na kiełbasie.

W Wielkopolsce i na Kujawach wybierano w tym czasie spośród pasterzy i pasterek parę królewską. Królem był ten, kto przybył z bydłem jako pierwszy na pastwisko, zaś królową najlepsza pasterka. Taką parę przystrajano wieńcami i wstęgami, następnie zaś ustawiała się koło niej świta, której zadaniem było wystaranie się o sowite jadło, które do wieczora powinno być zniesione na pastwisko. Całą noc ucztowano i tańczono, zaś królewskiej parze pasterzy czyniono honory należne z racji tego wysokiego tytułu.

Na Podlasiu też jeszcze na początku XX w. odbył się obchód z królewną, podczas którego najpiękniej dziewczynie we wsi nałożono na głowę kwiatową koronę, po to by później oprowadzić ją wraz z innymi dziewczętami granicami pól. Nietrudno się domyślić, że i ten obchód kończył się ucztą i tańcami. Obchód z królewną miał dużo wspólnego z przedchrześcijańskim rytuałem odprowadzania rusałek. Wykonywane w czasie pochodu śpiewy i tańce były symbolicznym pożegnaniem rusałek, gdyż wedle wierzeń ludu na Zielone Świątki przypadał koniec okresu największej aktywności rusałek. Wiejski pochód wyprowadzał rusałki poza granice wsi, po to by powróciły na następny rok. Od czasu odprowadzenia rusałek możliwe stawało się kąpanie w rzekach i jeziorach, które wcześniej było zbyt niebezpieczne za sprawą złośliwości wspomnianych istot.

Ciekawym zwyczajem praktykowanym na Podlasiu i Kujawach, mającym niewątpliwie źródła w tradycji pogańskiej był tzw. Roduś, nazywany też wołowym bądź końskim weselem. Zabawa ta polegała na wodzeniu pięknego wołu lub konia, który był należycie ubrany w białe płótna, wstęgi, wieńce i kwiaty. Czasami na jego grzebie kładziono kukłę bądź nawet żywego człowieka. Orszakowi towarzyszyła młodzież, która wykrzykiwała Roduś! Roduś!, wymachując przy tej okazji zielonymi gałązkami i trzaskając z batów. Towarzyszyła temu rzecz jasna radosna muzyka. Nazwa Roduś to zapewne zdrobnienie od imienia Roda – słowiańskiego bóstwa płodności i opiekuna wspólnoty plemiennej.

Obchody Zielonych Świątek na polskich wsiach były huczne i widowiskowe. Nawet w mieszczanie jeszcze w XVIII w. urządzali w tym czasie pozamiejskie przejażdżki, żeby zaznać trochę radosnych zabaw z dala od miejskiego zgiełku. Szczególną popularnością cieszyły się Bielany, które w tym czasie stawały się drugą Warszawą. Zabawy zielonoświątkowe niewątpliwie miały duży urok, choć ich długa żywotność w kulturze ludowej stopniowo osłabiła ich magię. Dla dawnych Słowian omawiane powyżej czynności nie były tylko zabawami, ale też magicznymi rytuałami oraz sposobem na oddanie czci rodzimym bóstwom.

Obecnie Zielone Świątki obchodzone są nadal, jako święta państwowe w Holandii czy w Belgii. Są wolnymi dniami od pracy. Ludzie spotykają się tego dnia w kościołach, czy festynach.

Featured

Czy wiesz że…

W Południowej Dakocie powstaje największa na świecie rzeźba, autorstwa Korczaka Ziółkowskiego (1908-1982). Z pomysłem tym zgłosili się do niego wodzowie plemienia Dakota. Ziółkowski wykupił od rządu USA górę, którą wskazali mu Indianie (oraz okoliczne tereny) i przystąpił do projektu. Rzeźba przedstawiająca Szalonego Konia po ukończeniu, będzie miała 195 m długości i 172 m wysokości.

Po śmierci artysty, dzieło kontynuują jego dzieci i wnuki. Choć sam Ziółkowski nie mówił po polsku, zawsze podkreślał swoje pochodzenie, z którego był bardzo dumny.

Korczak Ziółkowski z żoną Ruth
Model na tle góry

Oficjalną stronę memoriału znajdziesz tu.

Featured

Czy wiesz, że …

Miejsce pochówku Mikołaja Kopernika ustalono dzięki kilku włosom znalezionym w jego księgach. Bogaty księgozbiór uczonego (jak i inne dzieła z biblioteki katedry fromborskiej) trafiły, w czasie Potopu, w ręce Szwedów.

Dzięki uprzejmości rabusiów polscy naukowcy, na podstawie badań DNA, mogli potwierdzić, że szczątki należą do wielkiego Polaka. 22 maja 2010 roku, po prezentacji sarkofagu w miastach związanych z życiem astronoma, odbyła się ponowna ceremonia pogrzebowa w bazylice katedralnej we Fromborku.

Featured

Czy wiesz, że…

Pierwsza na świecie, uliczna latarnia naftowa, stanęła w 1854 w Gorlicach (woj. Małopolskie). Było to zasługą Ignacego Łukasiewicza, który odkrył sposób destylacji ropy naftowej. Paliwo do zasilania lampy, której konstruktorem był Łukasiewicz, czerpano z pierwszej na świecie kopalni ropy naftowej w Bóbrce koło Krosna. Co ciekawe kopalnia działa do dziś.

Featured

Czy wiesz, że…

Minęło już 47 lat od odkrycia najstarszego, na świecie, wizerunku pojazdu kołowego. Prawdopodobnie, gdyby został on znaleziony gdzieś w Egipcie czy Peru a nie w polskich Bronocicach, byłby znany wszędzie. Nie jest to fakt ukrywany, ale zdecydowanie mało znany. Nie pozwólmy sobie wmawiać, że przed Mieszkiem, na terenie Polski, dzicy ludzie po lasach hasali.

Na zdjęciach rekonstrukcja wazy sprzed 5.500 lat i tablica upamiętniająca to odkrycie.

Więcej szczegółów tutaj.

Featured

Zamilczony Geniusz

Stanisław Szukalski, zwany polskim Michałem Aniołem, urodził się 13 grudnia 1893 roku w Warcie (k. Sieradza). Zmarł w Burbank 19 maja 1987 roku.

Kto wie jak potoczyłaby się Jego kariera gdyby nie niemiecka agresja na Polskę i późniejsza okupacja sowiecka. Całe życie Szukalskiego jest gotową historią na film, ale nie będę tu o nim pisał – jest dużo materiałów, do których z zapoznaniem się zachęcam.

Jedyny film opowiadający o Artyście pozostawia po sobie spory niesmak, choć nie dziwi, kiedy wie się, kto go zrealizował. Śmiało mógłby nosić tytuł „Troughful of Pearls„. Oczywiście jest to moje subiektywne odczucie. Każdy może wyrobić na ten temat swoją opinię oglądając go tutaj.

Jest to pierwszy z wpisów, w których będziemy starali się przypomnieć postaci wybitnych Polaków -artystów, naukowców czy odkrywców.

Featured

27 kwietnia Święto Jaryły, czyli pierwsza wiosenna orka.

Włodzimierz Tetmajer | „Orka”, przed/lub 1910

Kwiecień- Łżykwiat, jest drugim w kolejności miesiącem w kalendarzu Słowian zaraz po marcu-Brzeźniu.

Rachuba czasu u Słowian była ściśle związana z zajęciami gospodarskimi i zjawiskami przyrodniczymi.

Pory roku wyznaczały kolejne lata, a fazy księżyca kolejne miesiące. Dowodem na to jest to, że dzisiejsze słowo ‚miesiąc’ dawniej oznaczało ono Księżyc. Noce i dnie były liczone na podstawie zmiany oświetlenia w ciągu doby.

Obchody wiosennego święta w dniu 27 kwietnia, w trakcie którego jadący na białym koniu młodzieniec lub dziewczyna odgrywali rolę Jaryły.

Jedna z dziewcząt przebierana była za powyższe bóstwo i sadzana na białym koniu przywiązanym do słupa. Pozostałe panny śpiewały do jej:
Włóczył się Jaryło,
Po całym świecie.
Rodził żyto w polu,
Płodził ludziom dzieci.
A gdzie on nogą,
Tam żyto kopą.
A gdzie on na ziarnie,
Tam kłos zakwitnie.
Jaryło, bóg wiosny i wegetacji, uważany za hipostazę Jarowita. Rodził się wraz z końcem zimy i początkiem wiosny, by umrzeć wraz z nadejściem lata i narodzić się ponownie za rok. W ostatnich dniach czerwca urządzany jest symboliczny pogrzeb Jaryły, w trakcie którego symbolizująca go kukła jest rozrywana lub chowana w grobie. 
Featured

Dziady wiosenne i witanie wiosny w dzień św. Jerzego 

W dawnej Rusi powszechny był zwyczaj witania wiosny w dniu św. Jerzego. Rano — skoro świt — ludzie wychodzili w pole „na rosę” i na rogach swoich pól zakopywali do ziemi różne świętości, a więc: kostki z wielkanocnego baranka, bądź na kartkach spisane święte Ewangelie, wierząc, że zabezpieczy to ich mienie od gradów i grzmotów. Niekiedy podrzucano przy tym do góry jaja wielkanocne, mówiąc: „aby tak wysoko wyrosło zboże i skakał wesoły dobytek, jak podrzucane są te ja ja”

Trzeci raz, na wiosnę, w czwartek po Wielkiejnocy, staropolska tradycja nakazywała obchodzić Dziady. Kto przezimował, kogo nie zmorzył rzetelny post, który wówczas mało się różnił od głodu, kto spokojnie wytrzymał zaduch i brud chaty, ten radował się Chrystusowym Zmartwychwstaniem, szczycił się życiem i triumfował nad śmiercią. Skoro słońce wzeszło, w każdej chacie jedna lub dwie kobiety szykowały się w tzw. duszne odwiedziny. Kobiety ubierały się odświętnie w białe, płócienne ubrania, ze spiżarni wynosiły za chowane umyślnie na ten cel resztki święconego i zawinąwszy je w fartuch mówiły rodzinie, że idą teraz na Dziady! 


Wczesnym rankiem białe postacie ubranych odświętnie kobiet udawały się za wieś, na piaski cmentarne. Szły uroczyście skupione, spełniając odwieczny obrządek. Zwykle opuszczony cmentarz zaludniał się wówczas białymi postaciami, jak tłumem widm. Kobiety błądziły po cmentarzu, szukając grobów swoich bliskich.
Kiedy nieboszczyka tu chowano, robiono niewielki kopczyk z piachu, który znaczono malutkim drewnianym krzyżykiem wetkniętym w piasek. Po kilku dniach wiatr kopczyk rozdmuchiwał, po kilku miesiącach krzyżyk się przewracał i mogiła niczym nie oznaczona nie różniła się od innych. Nic więc dziwnego, że kobiety błądziły po cmentarzu i szukały sobie tylko wiadomych znaków. Jedna na grobie syna powiesiła na krzyżyku kilka paciorków, druga na grobie matki obwiązała krzyżyk czerwoną nicią, inna zaś na mężowskiej mogile zawiesiła fartuszek z wyszytymi na rogach krzyżami. Pastuszkowie i włóczęgi wiejskie często zabierali te pamiątki, toteż kobiety zbierały się i wspólnie przypominały sobie, gdzie kogo chowano. Wtedy zgarniały znowu piasek na kopczyk, zbierały ułomki krzyża, zawieszały nowy fartuszek. 
Po zrobieniu porządków, rozpoczynały właściwą ceremonię. Obrusami zaścielały kopczyki mogilne i składały na nich kołacze, jaja, ser, kiełbasę i butelkę wódki. Następnie siadały naprzeciw siebie, podpierały brodę piąstką i zaczynały za wodzić. Wreszcie któraś z kobiet podnosiła się, nalewała czarkę wódki, żegnała się mówiła: 
— Piję ja do ciebie, doniu serdeczna, żebyś wiedziała, że ci nic nie żałuję, i światło Boże niech ci świeci.  
I wylewała czarkę na piasek. Zaczynała się biesiada. 
Kobiety łamały kołacze na kęsy i pytały zmarłych, czy pamiętają zagony, które opuścili. Opowiadały też o bujnych trawach i trudu żniwa, którego z nimi już nie podzielą. Kruszyły ser i wspominały bydło, które nieboszczyk chował, opowiadając o wszystkim, co dotyczyło zwierząt. 
Spożywając tę ucztę kobiety kładły na piasek mogiły cząsteczkę każdego posiłku — dla ducha współbiesiadnika. Potem, pod wpływem libacji, rozczulały się nad swymi wspomnieniami, zbierały się w gromadki i gwar rozmów stawał się żywszy. Wspominały różne strachy, duchy, dziwy. Wreszcie smutek i zawodzenie zmieniało się w jakąś dziką radość z wiosny i życia. Kobiety zaczynały roić o swatach i weselach, zaczynały śmiać się i śpiewać. Dziady zbliżały się do końca. Kobiety wracały do wsi gwarnym tłumem, nie przypominającym już żałobnego pochodu. Gdy zapadał wieczór pastuszkowie i włóczęgi wiejscy odwiedzali cmentarze, rabując po trosze nowe paciorki i fartuszki ofiarne, szperając też w ziemi w poszukiwaniu kawałków kołaczy i sera. Po ich przejściu mogiły znowu zostawały opuszczone i nikt już nieboszczyków nie odwiedzał — aż do następnych Dziadów. 

za: http://www.polskokatolicki.pl/
Featured

Osada słowiańska Sławutowo

Jeśli chcesz zobaczyć jak wyglądało życie Słowian przed tysiącem lat odwiedź koniecznie to miejsce. Dowiesz się jak wyglądało wtedy rzemiosło, w co nasi przodkowie wierzyli, jak mieszkali i co jedli. Dzieci poznają starodawne gry i zabawy. Godzinny spacer z przewodnikiem i przystępnie podawane informacje powodują, że człowiek opuszcza to miejsce bogatszy o sporą dawkę wiedzy.

Zainteresowanych szczegółowymi informacjami, odsyłamy na oficjalną stronę Osady; https://www.slawutowo.pl/

https://rumble.com/v12gusb-osada-sawutowo.html

%d blogerów lubi to: